Napisane:  piątek, 3 lutego 2023, 13:35 przez: Przemysław Lewandowski

Frohms: "wiele się nauczyłam we Freiburgu"

Bramkarka VfL, Merle Frohms, przed gościnnym występem w byłym klubie.

Merle Frohms w przeszłości już dwukrotnie podróżowała z VfL Wolfsburg na wyjazdowy mecz ligowy z zespołem SC Freiburg. Zielono-Białe najpierw przegrały w maju 2017 roku wynikiem 2:0, a następnie, cztery miesiące później, uległy rezultatem 0:1. Frohms oglądała oba mecze z ławki. Z jej osobistego punktu widzenia fakt, że zawodniczka zdecydowała się zamienić strony, nie poprawił zbytnio sytuacji: po przenosinach Wilczyce wygrały dwa razy z rzędu - a w 2019 roku aż 8:0.

Jutro, w sobotę, 4 lutego (start o 14:00), Frohms powróci w Breisgau jako bramkarka VfL. Tym razem jej sytuacja wygląda jednak nieco inaczej: 28-latka dojrzała do gry w reprezentacji narodowej, a podczas swojej czteroletniej nieobecności w Wolfsburgu, która zaprowadziła ją również do Eintrachtu Frankfurt, stała się czołową zawodniczką w składzie. W wywiadzie Frohms opowiada o etapach swojej kariery, powrocie do VfL i pierwszej połowie bieżącego sezonu.

Merle Frohms, jak z dzisiejszej perspektywy oceniasz decyzję o przejściu z VfL Wolfsburg do Freiburga, w 2018 roku?

Merle Frohms: "Myślę, że to utorowało mi drogę. Stanęłam wówczas przed wyborem: albo zostanę w VfL jako numer dwa i będę miała mniej okazji do pokazania się, albo pojadę do Freiburga, gdzie właśnie w tym czasie pojawiła się szansa. Był to szczęśliwy zbieg okoliczności, w końcu pozycja bramkarki nie zwalnia się zbyt często. Pomyślałam sobie: jeśli chcę spróbować jeszcze raz, w innym miejscu, to tylko teraz. Z perspektywy czasu okazało się, że była to właściwa droga."

Jak wyglądała sytuacja, kiedy przyjechałaś do Freiburga? Nie od razu stałaś się numerem jeden.

Merle: "Przede wszystkim musiałam przyzwyczaić się do nowej roli, do gry i do wzięcia na siebie odpowiedzialności. Nie zawsze zgadzałam się z trenerem pod względem tego, jak postrzegał pozycję bramkarki. Mimo wszystko zostałam tam dobrze przyjęta. Przez te dwa lata wiele się nauczyłam, zarówno pod względem sportowym, jak i mentalnym."

Co najbardziej pomogło ci we Freiburgu?

Merle: "Zdecydowanie udział w meczach. W trakcie gry trzeba znacznie szybciej podejmować decyzje i zawsze utrzymywać wysoką koncentrację. Nie byłam do tego przyzwyczajona podczas treningów."

Czy kiedykolwiek zastanawiałaś się, jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś została w VfL?

Merle: "Trudno powiedzieć. Nie sądzę, że byłoby źle, ponieważ czułam się w VfL bardzo dobrze. Moja rodzina pochodzi z okolicy, więc prawdopodobnie czułabym, że jestem trochę bliżej domu. Mogłabym spędzić więcej chwil z przyjaciółmi. Może zainwestowałabym też więcej czasu w inne rzeczy, poza piłką nożną. Jednak to wszystko tylko spekulacje."

Jak się czułaś, kiedy po raz pierwszy zagrałaś przeciwko Wolfsburgowi?

Zobacz także  Nowe koszule zielonych i białych

Merle: "Gra przeciwko byłym koleżankom z drużyny była czymś wyjątkowym - właśnie dlatego, że byłam w VfL tak długo i identyfikowałam się z tym klubem. To było coś zupełnie innego, niż zwyczajny mecz Bundesligi."

Po dwóch latach spędzonych we Freiburgu przeniosłaś się do Eintrachtu Frankfurt. Jaka była motywacja do podjęcia tego kroku?

Merle: "Przeprowadzka do Frankfurtu miała jasny cel - chciałam się dalej rozwijać. Były tam inne warunki, bardziej profesjonalne podejście. Miałam też pełnoetatowego trenera bramkarek, co było dla mnie bardzo ważne."

Czy powrót do VfL Wolfsburg był wtedy częścią Twojego planu kariery?

Merle: "Nie, tego nie mogę przyznać. Jednak nigdy takiej możliwości nie wykluczałam, ponieważ zawsze czułam się w VfL mile widziana. Nikt mnie nie winił za zmianę barw. Wręcz przeciwnie, pojawiło się więcej zrozumienia dla tej decyzji."

Wróćmy do zeszłego lata i Twojego powrotu do VfL Wolfsburg. Zaczęłaś grę nieco później, ze względu na Mistrzostwa Europy, a następnie zachorowałaś na koronawirusa. Jak się czułaś w tamtym okresie?

Merle: "Po kilku pierwszych dniach miałam wrażenie, jakbym nigdy stąd nie wyjechała. Od razu dało się zauważyć, że panuje tutaj wyjątkowy duch zespołu. Oczywiście pojawiło się kilka nowych twarzy, zespół powiększył się, co wynika z ogólnego rozwoju kobiecej piłki nożnej. Nie poznałam jeszcze nowych budynków i pomieszczeń, ale stanowiska na Elsterweg wydają się być podobne do tych z przeszłości."

Marcel Schulz, z którym pracowałaś we Frankfurcie, od stycznia stał się Twoim trenerem bramkarek - oczywiście obok Alisy Vetterlein. Jak ważna jest relacja między bramkarką a trenerem bramkarek?

Merle: "Jest niezwykle istotna. Zasadniczo zależy to od tego, jakim jest się typem bramkarki i jakie ma się podejście do samodzielniej pracy. Niektórzy odnaleźli swój styl, nie chcą od niego odchodzić i pozwalają tylko na niewielki wkład. Inni potrzebują trochę więcej wsparcia i polegają na dobrym wyszkoleniu. Spędziłam z Marcelem dwa wspaniałe lata we Frankfurcie, dobrze nam się razem trenowało i oboje czerpaliśmy z tego wzajemne korzyści. Dał mi ważne wskazówki, które mi odpowiadały. Na nowo zdefiniowałam siebie jako bramkarkę i już dokładnie wiedziałam, co w danej sytuacji powinnam robić. Wcześniej polegałam głównie na własnej intuicji, z której wynikała większość moich decyzji. Zaczęłam więc opracowywać z Marcelem nowy plan. Dlaczego w konkretnej sytuacji zachowuję się właśnie w taki sposób? To była cenna nauka i jestem bardzo wdzięczna za to, że mam okazję znów z nim pracować."

Czy wciąż łączy Cię coś z SC Freiburg?

Zobacz także  Potwierdzono znośne przyjazne

Merle: "Oczywiście nadal utrzymuję we Freiburgu pewne kontakty i kiedy tam jestem, często spotykam znajome twarze. Kim Fellhauer jest moją dobrą przyjaciółką, wciąż mamy kontakt, nawet jeśli niezbyt regularny. Kiedy zbliża się mecz (z Freiburgiem), tak jak teraz, odzywam się do niej częściej."

Co sprawia, że ​​SC Freiburg jest wyjątkowy? Gdzie widzisz mocne strony tego zespołu?

Merle: "Uderza mnie fakt, że wiele zawodniczek gra tam od dłuższego czasu. Mimo, że zespół nie należy do najstarszych w lidze, ma duże doświadczenie. To zgrany skład, mają świetną atmosferę. Dużo razem robią też poza boiskiem. Jeśli chodzi o struktury, wiele się zmieniło od czasu mojego wyjazdu. Przenieśli się na Dreisamstadion i mają teraz lepsze warunki treningowe. Z tego co słyszę, z trenerką Theresą Merk współpracuje im się bardzo dobrze, wszyscy są zadowoleni. To wszystko przekłada się na czynniki, które są później widoczne na boisku."

Jak postrzegasz pierwszą połowę sezonu, od czasu swojego powrotu w koszulce VfL?

Merle: "To było bardzo wymagające i bardzo trudne zadanie. Tak napięty harmonogram jest dla mnie nowością, nie grałam też nigdy wcześniej w Lidze Mistrzyń - ani z Freiburgiem, ani z Frankfurtem. Zamiast tego zawsze był ten luksus, że miałam aż tydzień, żeby przygotowywać się do następnego meczu Bundesligi. Tutaj wszystko jest bardziej zgrane w czasie i skupia się głównie na regeneracji. Kolejna różnica: w VfL jestem zaangażowana w grę ofensywną. Wcześniej chodziło tylko o obronę własnej bramki i bycie dostępną, od czasu do czasu, jako rozwiązanie awaryjne. Tutaj stanowię pierwszą pozycję, która projektuje ustawienie gry. To świetna zabawa, zwłaszcza gdy patrzy się na nasz rozwój poprzez pryzmat zespołu. Myślę też, że coraz bardziej odnajduję siebie."

Źródło: vfl-wolfsburg.de

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Sprawdź także:

linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram